Siedziałem w domu i nie pamiętam dokładnie co robiłem ale wiem, że za oknem świeciło słońce a Ona kolejny raz wyprowadzała na spacer swojego psa. Przechodziła ulicą trzy może cztery razy za każdym razem spoglądając w okna mojego pokoju. Sytuacja powtarzała się już od czterech dni. Początkowo nie zwracałem na nią uwagi aż do tamtego zdarzenia, które miało miejsce wczoraj i jak cholerne tornado wywaliło moje życie do góry nogami.
Postanowiłem, że dziś zaczekam na nią na zewnątrz. Tego dnia się jednak nie pojawiła. Kiedy tak stałem i wypatrywałem jej sylwetki, zadzwonił telefon:
- słucham?
- ubieraj się, za chwilę po Ciebie przyjedziemy.
- ale o co chodzi ?
- za chwile będziemy!
- ale..
Moje “ale” przez chwilę odbijało się jeszcze głuchym echem w słuchawce telefonu. Ledwo zdążyłem odwrócić się by spojrzeć na ulicę w poszukiwaniu mojej dziwnej pani, a Oni już nadjechali. Nie miałem wyjścia. Szybko wziąłem swoją ulubioną kurtkę i zanim zatrąbili kolejny raz ja już wpakowałem się na tylnie siedzenie ich czarnego Subaru. Oczywiście wszelkie pytania o to gdzie jedziemy i po co, zostały przemilczane.
Przez ostatni czas nie często bywałem w swoim rodzinnym mieście więc nie wiedziałem o paru zmianach jakie tam zaszły ani o tym, co gdzie powstało, gdzie co otworzyli a co zamknęli.
Podjeżdzając z piskiem opon pod parterowy domek w ekskluzywnej dzielnicy miasta zauważyłem, że nie będzie to zwyczajny wypad do centrum.
Wysiadłem jako pierwszy. Rozprostowałem nogi i wyłamałem palce u rąk, postawiłem kołnierzyk i byłem gotów na to co czeka mnie za drzwiami domu z krwiście czerwonymi drzwiami. Przyjaciele weszli pierwsi. Otworzyła im kobieta, którą miałem już okazję widzieć w telewizji. Nigdy jednak wcześniej nie wiedziałem ani nie słyszałem o niej tego czego miałem się dowiedzieć tego wieczoru. Zrobiła na mnie wrażenie miłej i otwartej.
- 1 i 3 z lodem i kajdankami? – spytała witając się z moimi przyjaciółmi.
- dziś nie. To nie my jesteśmy tutaj gwoździem programu – spojrzeli się na mnie jakbym faktycznie był gwoździem.
Przyznam, że byłem trochę zmieszany i zdezorientowany. Znając ich wiedziałem, że jedyną pewną rzeczą w kontaktach z nimi jest to, że nigdy nie można być niczego pewnym. Ale w końcu to sprawiało, że cała nasza paczka była wyjątkowa.
Wchodząc do salonu obrałem kierunek na bar gdzie z poważną miną barman czyścił kolejne kieliszki. Musiałem się trochę rozbudzić a nic mnie bardziej nie rusza niż kultowy Oxygen. Na szczęścię barman wiedział o co mi chodzi i za chwilę miałem już w ręku to o co poprosiłem. Dookoła mnie tańczyły piękne kobiety oraz nadziani faceci w garniturach z najdroższych sklepów w mieście. Na czerwonych wyściełanych delikatnym materiałem kanapach siedziały dziewczyny czekające na swoją kolej. Rozglądając się w pół mroku dostrzegłem jej przymrużone oczy. Na chwilę odwróciłem głowę aby zamówić kolejnego drinka.
- dla mnie to samo.
Zapłaciłem i chwilę się wahałem czy odwrócić się i spojrzeć na nią by zobaczyć to czego nie chciałem nigdy w życiu zobaczyć. Nie myliłem się. Stanąłem oko w oko ze swoimi najgorszymi wyobrażeniami o tym cholernym świecie w jakim przyszło mi się znaleść.
- mam na imię Ameli – wyciągnęła swoją delikatną rękę.
- a tak naprawdę jak masz na imię?
- to Ci się aż tak nie podoba?
- po prostu lubię szczerość.
Nie chwyciłem jej dłoni. W pierwszych pięciu sekundach naszej rozmowy poczułem, że od środka rozdziera mnie myśl, której bałem się bardziej niż spotkania na swojej drodze własnego cienia. Widziałem w jej oczach płomień świec postawionych na barze tuż za moimi plecami, które tworzyły języczki ognia w jej źrenicach. Wymieszanie ognia ze smutnym spojrzeniem sprawiało, że nogi mi się uginały a łzy napłyneły niebezpiecznie blisko oczu.
Rozmawialiśmy o miejscu, w którym się znajdujemy, o tym, że nie lubię naleśników z serem ani palantów z dobrym sportowymi samochodami z automatyczna skrzynią biegów. Ona śmiała się i co jakiś czas nachylała się i szeptała mi do ucha coś w sekrecie. Szybko jednak nadeszła chwila, której obawiałem się najbardziej. Jej drink szybko się skończył, choć starała się pić go wolno. Dała mi czas na przygotowanie się i podjęcie decyzji a ja unikałem myślenia o niej w tych kategoriach. Nie deptałem wizerunku młodej zaledwie dwudziesto jedno letniej pięknej o delikatnych rysach twarzy i smutkiem w oczach dziewczyny.
- Wyjdź ze mną.
- Nie mogę. To jest moja praca…
- Przecież Ty nie robisz tego bo to lubisz. Nienawidzisz tego miejsca tak samo jak swojego odbicia w lustrze każdego ranka. Pamiętasz jak rok temu w Dubrovniku spotkaliśmy się po raz pierwszy?
- przepraszam Cię muszę już iść. Dziękuję za te chwile. - Pocałowała mnie w policzek i szepnęła do ucha dwa słowa, które usłyszałem nader wyraźnie mimo głośnej muzyki.
Zostawiła mnie samego przy barze z drinkiem w ręku i pozorami, które ciągle chciałem zachować. Do szklanki wpadła mała mucha i nadaremno próbowała wydostać się z resztek płynu. Odstawiłem szklankę na barze i podziękowałem barmanowi a chłopakom powiedziałem, że nie mogłem. Mimo ich najszczerszych chęci, nie mogłem.
Miała na imię Angelika a pod jej szkłami kontaktowymi kryły się bystre ciemno-brązowe oczy.. a ja miałem wtedy pierwszy i ostatni raz w życiu 20 lat.
Czytając to tak na prawdę nie wiedziało się co będzie dalej i chciało się poznać dalszą część historii. Krótkie (jednak nie liczy się ilość ale jakość) acz wciągające, do końca trzymające w napięciu, ze świetnym zakończeniem, pisane profesjonalnie. Nie banalne ;)
ciesze się, że Ci się podoba : ) tutaj więcej już nie będzie tego typu twórczości. Wszystkie wiersze, opowiadania zostały przeniesione pod zupełnie inny adres. Zainteresowanych zapraszam po adres… : )